Przełknęłam ślinę.
- Będą mnie... torturować? Przesłuchiwać...? - szepnęłam do Dracona, w obawie że dwoje ludzi za nami może wszystko słyszeć.
- Nie. Rozmowa z rodziną. Nic takiego.
Przed wejściem czekali na nas rodzice Dracona. Spojrzeli na nas rzyczliwie.
- Juliet, witaj. Od razu dziękujemy ci za ratunek Dracona. Podobno wykorzystałaś do tego swój dar? - zapytał Lucius bawiąc się swoją laską.
- T-tak. Dzień dobry...
- Nie stójmy tutaj tak. Pewnie Redswan'owie na nas czekają. - powiedziała Narcyza.
Weszliśmy do wielkiego, udekorowanego drogimi ozdobami i obrazami hallu. Nie pamiętałam drogi - byłam zbyt zajęta przemyśleniami. Doszliśmy do wielkiego - jak wszystko w Malfoy Manor salonu. Draco wskazał mi dłonią abym usiadła na skórzanej kanapie. Chwilę potem do salonu weszła dziewczyna. Złoto-białe fale włosów opadły jej na ramiona, prawie zasłaniając jej wydatne kości policzkowe. Czarne rzęsy okalały jej błękitne oczy. Miała na sobie czarną sukienkę i brązowy płaszcz, który zdejmowała z ramion. Była mniej więcej w moim wieku. Uśmiechnęła się do mnie i Dracona cwaniacko, odsłaniając śnieżno-białe zęby.
Słowem - książkowa piękność i obiekt uwielbienia chłopaków.
- Cześć Fretko. My się chyba nie znamy...- zwróciła się do mnie. - jestem Camila Redswan. Kuzynka Dracona. 10 woda po kisielu.
- Juliet Gre... Lestrange. Jeszcze się nie przyzwyczaiłam.
- No proszę... - wydawała mi się przyjazna. - Więc ty jesteś córką Lestrange'ó. Tak myślałam że cię spotkam. Mówmy sobie na ''ty''.
- Będę zaszczycona. - powiedziałam żartobliwie. Od razu znalazłam w Camili przyjaciółkę. Nie była wcale lalunią z arystokrackiej rodziny. To znaczy, była lalunią z arystokrackiej rodziny, ale nie zadziała nosa, ani nie patrzyła na mnie z pogardą, jak na brudnego kundla z ulicy. Rozmawiałyśmy, dopuki do pokoju nie weszła mama Camili - Anastasia Redswan, starsza ''bliźniaczka'' Camili. Camila miała tylko matkę. Podobno jej ojciec zginął w walce z Moodym. Aurorem, który najpierw przyszedł po Camilę, a potem po mnie. Gdy Camila miała mniej niż roczek, jej dom zaatakowali aurorzy. Anastasia uciekła ze swoją córką do rodziny - do Francji. W tym roku matka odważyła się wrócić.
- Och... 'itam! Iesteś pewni córką kuzynek moi - Beli. Draco! Byłeś w brzuchu jak ci ostatni 'idziałam. Synek Cyzi. - kobieta podała nam dłonie.
Do sali dumnie wkroczył Lucius i Narcyza. Po chwili spotkałam także swoją matkę.
- Wszyscy dotarli. Świetnie... - powiedział Lucius. - Chciałem zarządzić małe... spotkanie rodzinne. Wszystkie 3 odłamy naszego rodu wreszcie w komplecie. Tak. 3. Dobrze słyszeliście. - powiedział do mnie i Dracona. Zauważył pewnie nasze wielkie oczy. - Wyjaśnię dzisiaj kilka spraw... Może zacznijmy od przybycia Redswanów. Otóż Anastasia i Camila przyjechały tutaj z Francji i będą mieszkać tutaj co najmniej rok. Jutro Camila pójdzie do Hogwartu, dzięki lipnej wymianie Francusko-Angielskiej. Teraz Juliet. Po dwunastu latach w końcu przybyła do Hogwartu...
''Dobrze, że nie wspomniał o tym, że jestem Gryfonką.''
Po wszystkich wyjaśnieniach mogłam przejść się po Twierdzy. Wszystko było tam wielkie - obrazy, drzwi, okna, dekoracje... Czułam się przytłoczona. Przytłoczona przemyśleniami. Wizjami dalszego życia. Życiem.
Gdy zobaczyłam przed sobą gigantyczne, czarne i pięknie zdobione drzwi. Oczywiście, nie wypadało wchodzić do czyjegoś pokoju, ale jednak siła woli nie przezwyciężyła ciekawości. Na pierwszy rzut oka nie było w tym pokoju nic ciekawego - tylko biurko na środku pokoju i dużo kurzu. Po chwili wpatrywania się w pustkę, zauważyłam dziwną, niebieską smugę za krzesłem. Niepewnie podeszłam do , jak potem zauważyłam, patronusa w kształcie orła. Zwierze szybowało obok małego pudełka położonego na podłodze. Orzeł dawał mi znak abym je otworzyła, więc chcąc nie chcąc zrobiłam co zwierze kazało. W środku znajdowało się ruchome zdjęcie. Przedstawiało... moją matkę. Prawdopodobnie miała ona wtedy jeszcze 20... może 25 lat. Wtedy była bardzo ładna. Leżała na podłodze. Jej ręce i nogi były zakrwawione. Ktoś kto robił zdjęcie, musiał zrobić mamie krzywdę, albo był debilem i zamiast jej pomóc wziął aparat i zaczął cykać zdjęcia. Niestety, bardziej prawdopodobny wydał mi się pierwszy pomysł. Z tyłu znalazłam krzywo napisane: ''Dla mojej Żyletuni.''.
''Żyletunia... chodziło o mamę. Jej oprawca przysłał jej zdjęcie. Czy chodziło o... tak... napewno... moja mama została zgwałcona. Moją mamę ktoś zgwałcił... Zaraz, czy to znaczy że Bella zaszła w... ciążę... jestem jej jedynym dzieckiem. To znaczy że Rudolf nie jest moim ojcem. Albo to Rudolf... nie... był przecież dobrym ojcem, chyba że rzucał zaklęcia. Nie. Tego najlepsi nie usunęliby z pamięci. Poza tym, musiałby przesłać zdjęcie. Ale... kto jest... moim ojcem...?
Dlaczego to przytrafiło się akurat mojej mamie? Czemu to przytrafiło się tacie i mnie? Kto przysłał patronusa? Ktoś do kogo należy, chciał abym dowiedziała się prawdy. Ale po co? Komu na mnie zależy, albo kto chce sprawić mi ból? Kto chce abym poznała prawdę? Kto mógł wiedzieć? Napewno Narcyza, może Lucius, mam nadzieje że Rudolf, Anastasia. Takich spraw nie mówi się kolegom i koleżankom... o ile mama ma kogoś oprócz rodziny... nie sądzę aby wiedzieli Camila i Draco. Gdyby Camila znała prawdę, nie zachowywałaby się tak swobodnie przy mnie. Może także perfekcyjnie grać, ale nie sądzę czy nawet najlepsi aktorzy zachowywaliby się przy mnie normalnie, wiedząc o mamie. Mogła działać pod wpływem Imperiusa, ale to by oznaczało, że zamieszane są dwie osoby - Camila i ktoś jeszcze.
Draco...
Mógłby wiedzieć, ale skąd? Lucius nie powiedział by tego synowi, ale jednak Draco to Malfoy - musi wiedzieć o wszystkim. On może umieć grać. Poza tym, może dziękując mi dwa razy chciał odwrócić od siebie uwagę. Ktoś musiał przecież położyć tutaj zdjęcie. Musiał się tutaj znajdować bardzo długo, list oczywiście. Pudełko nie chciało się łatwo otworzyć i było bardzo zakurzone i zniszczone. Prawdopodobnie Narcyza je tutaj kiedyś przyniosła, aby nikt nigdy nie znalazł fotografii.
Do kogo należał patronus? Chyba nie do Dracona. Do niego pasuje bardziej... fretka... napewno nie orzeł...''
Patronus robiąc ostatnie kółko wokół pokoju rozpłynął się w powietrzu. Po namyśle zabrałam fotografię ze sobą.
''Muszę poprowadzić śledztwo... dochodzenie... cokolwiek aby dowiedzieć się dwóch rzeczy: kto wysłał patronusa i kto jest moim prawdziwym ojcem? Najpierw zajmę się piereszym pytaniem... potem dowiem się reszty... tylko... co mam zrobić najpierw? Muszę sprawdzić patronusy Malfoy'ów, Redswanów i Lestrange'ów. Mam już nawet pewien plan...''
***
"Wiedziałam że istnieje coś takiego... wiedziałam... nie myliłam się...''
Myślałam następnego dnia przeglądając książki bibliotece. Przypomniałam sobie, że kiedyś w domu Green'ów czytałam coś o ciekawym zaklęciu transmutacyjnym.
Zaklęcie Piliote
Drzewo + Piliote => Wybrane Magiczne Stworzenie ( chologram )
Tutaj drzewo oznacza stuletni ( lub więcej ) kawał dzrzewa, wielkości M.S. którego chcemy stworzyć.
Wymowa:
Każdą sylabę trzeba powiedzieć oddzielnie.
Pi lio te
Akcent na drugiej sylabie. ''Lio'' melodyjne - lyjijo.
pi LYJIJO te
Wybór M.S.:
To bardzo stare zaklęcie. Należy na pniu narysować znak oznaczający wybrane M.S.
Oznaczenia:
Wilkołak - kreska
Bogin - koło
Dementor - x
...
Nie musiałam wiedzieć więcej. Przepisałam na pergamin kilka słów i wyszłam z biblioteki.
''Teraz muszę ustalić tylko miejsce i czas. Dementor jest pewnie wielkości człowieka. Znajdę takie drzewo w Zakazanym Lesie. Albo nie... akcję przeprowadzę w Malfoy Manor, więc znajdę drzewo obok domu... muszę się dowiedzieć kiedy Malfoy'owie zarządzą nowe spotkanie. Nie mogę działać bezmyślnie. Igranie z Malfoy'ami to nie przelewki...''
Na tablicy w pokoju wspólnym Gryffindoru wisiało nowe ogłoszenie.
Treningi Quidditcha
Będą się odbywać we wtorek i w piątek, po obiedzie. Pierwszy mecz - Gryfoni-Ślizgoni, odbędzie się już za tydzień, w poniedziałek. Liczę na obecność wszystkich zawodników.
Harry Potter
- Więc podobno zostałaś ścigającym. No, mówiłam, że masz talent! - powiedziała Thea.
- No... może.
''Zapomniałam się zapytać o moją pozycję w drużynie. Brawo, Jul! Oby tak dalej! Na pewno zostaniesz w przyszłości kimś wielkim! Z taką pamięcią daleko znajdziesz!''
- Widziałam cię z trybun. Naprawdę, jesteś zwinna na miotle. Serio.
- Tak szybka jak Harry? - zażartowałam. Thea miała jakąś słabość na punkcie gadania o Harrym.
Złoty Chłopiec przeszedł obok nas spoglądając w stronę Thei lekko rozmarzonym wzrokiem. Moja przyjaciółka zato uśmiechnęła się jak ktoś kto przedawkował Amortencję.
- No... Ta-aa... to znaczy... o czym mówiłaś?
- Pięknie... Thea nam się zakochała... no, no, no...
- Nie zakochałam się! Ale... no... może... a ty też nie jesteś lepsza! A Draco?
- O nie. Nie odwracaj kota ogonem. - właściwie, to ja odwracałam kota ogonek. - Lubię Dracona. Tylko lubię. I tyle. Apropo, nie wiesz przypadkiem jakiego patronusa ma Draco?
- A skąd ci to... acha... - Thea zrobiła minę Trawley. - Smok oznacza dążenie do celu, a kot ostrzeżeniem przed fauszywością. Uważaj na ludzi.
- O czym ty...
- Sen o tobie.
- Ach... to wiele wyjaśnia. Wiesz, obydwie mamy świra. Ty na punkcie Wróżbiarstwa i Harrego, a ja na punkcie Eliksirów i...
- I...
- ... I rozwiązywania wszystkich problemów.
***
Dziś nie spałam. Nie mogłam. Myślałam. Czy to już obsesja, czy normalna reakcja na to co mnie spotkało? Zapytalabym sie kogoś. Ale kogo? Kto przeżył to samo co ja? Jak nad tym myslę, to chyba nikt. Jestem takim wyjątkiem. Wyjątkiem którego trzeba się pozbyć.
Thea wie już o moim planie. O zdjęciu, o patronusie, o mamie... jest moją przyjaciółką. Popiera mój pomysł z Zaklęciem Piliote. Jest naprawdę wielka. Nie wiem czy znajdę jeszcze kogoś takiego jak ona.
Jeśli tylko na chwilę zmróżę oczy, śnią mi się koszmary. Nie jestem w stanie ich zinterpretować. Widzę tylko białe i czarne błyski. Wiem, światło nie może być czarne. To po prostu nie do opisania. To trzeba zobaczyć. Czarny błysk wydaje się czarniejszy od... mroku... od nocy. To głupie... nie mam już co robić. Jestem świrnięta.
Obudziłam Theę i zaczęłam się ubierać. Potem wizyta w salonie Gryfonów i śniadanie.
''Dzisiaj Camila dojdzie do Hogwartu. Hm... z Theą chyba się zaprzyjaźni...''
- W ramach wymiany Francusko - Angielskiej, od dzisiaj będzie tu się uczyć Camila Redswan. Została przydzielona do Slytherinu. - mówił Dumbledor.
Camila już siedziała obok Dracona, nie zwracając uwagi na mordercze spojrzenie Pansy. Nagle nad stołami zaczęły latać sowy z listami, paczkami i pakunkami w szponach. Zanim pomyślałam ''Pewnie Filon znowu zgubił drogę'', moja sowa już siedziała mi na kolanach. Dostałam list od Green'ów.
Kochanie!
Wiemy o Hogsmeade i o incydencie na Elikskirach. To nie twoja wina. To był tylko przypadek. Trochę ćwiczeń i będziesz nad wszystkim panować.
Mamy nadzieje, że umiesz tyle samo co twoi koledzy i koleżanki, i że twoja moc nie przeszkadza ci w zawieraniu przyjaźni.
Przysyłamy ci trochę składników do eliksirów, bo teraz nie masz pewnie gdzie ich kupić. Podobno będzie można chodzić do Hogsmeade dopiero w drugim semestrze. Mamy też dla ciebie nową książkę o Quidditchu - ''Najlepsze Techniki Zawodowych Graczy'', jeszcze nie ma jej w księgarniach. Podobno dostałaś się do drużyny.
Trzymamy kciuki,
Rodzice
Kilka łez ześlizgnęło się z mojej twarzy i upadło na pergamin.
''... o niczym nie wiedzą. Nie wiedzą, że znam prawdę... nie wiedzą że jestem córką Lestrange'ów... są nieświadomi... nie mogą się o niczym dowiedzieć... żal mi ich...''
Zanim ktokolwiek zobaczył moje mokre policzki, starłam łzy z twarzy. Nienawidziłam płakać.
''Teraz nie mogę pozwolić sobię na łzy. Muszę być dzielna. Dzielna do końca tego przedstawienia. Jeśli się teraz rozkleję, równie dobrze mogę wziąść żypetkę i podciąć się w łazience. Jestem debilką...''
Uczniowie zaczęli rozmawiać, jeść i chodzić między stolikami. Camila wstała od stołu Ślizgonów i podeszła do mnie i do Thei.
- O, Juliet, część! Ile to lat było, 10? - Camila mrugnęła do mnie porozumiewawczo.
''Ma głowę na karku... gdyby wygadała skąd mnie zna, uczniowie zaczęliby coś podejrzewać, potem nauczyciele, i mogłaby wyjść afera. Wszystko powiem Thei wieczorem.
Więc Camila ma nie tylko ładną buźkę...''
- Około 10... Thea, poznaj Camilę. Camila, to Thea.
Dziewczyny podały sobie ręce a na ich twarzach zagościły usmiechy.
- Więc mamy Francusko-Angielsko-Ślizgonsko-Gryfońską przyjaźń. - powiedziała Thea.
- Mamy nowe Wielkie Trio Hogwartu. - powiedziała Camila.
''Przynajmniej tyle dobrego... może jakoś przeżyję pierwszy rok w Hogwarcie.''
Nagle za sobą usłyszałam piskliwy, dziewczęcy głos. Teraz na samo wspomnienie tego ohydnego sopranu chce mi się wymiotować.
Głos należał do Pansy Parkinson.
- Blondi, wiesz, to miło że przybyłaś do Hogwartu, ale to nie znaczy że musisz pchać swój tyłek na talerz Dracona. To ja tu gram główną rolę.
- Hej, hej, wiem że grasz w Operze Mydlanej. Mogłabyś kochanieńka usunąć swoją mordę z widoku, dzięki. - powiedziałam.
Pansy odwtóciła się do mnie.
- Och, widzę że rozmawiam z niewłaściwą osobą. Co masz do Smoka?
- Którego? Tego którego pokonałam w Hogsmeade, czy tego którego uratowałam przed smokiem?
Krew napłynęła jej do policzków.
Dzwonek zwiastujący Eliksiry zadzwonił.
- Masz szczęście. Jeszcze cię dorwę.
Pansy odeszła do Sali od Eliksirów.
- Czerwona jak świnia. - powiedziała Camila.
- Od dzisiaj to Świnia, nie? - powiedziała Thea
- Świnia. Diwa Mydlana. Sopran od Siedmiu Boleści. Do wyboru.
----------------------------------------------------------------
Mięso rzucone :).
Zrobię małą reklamę: przyjaciółka ma bloga HP. W wolnej chwili możecie wpaść. Fabuła się rozkręca :).
Scarlett Kalton - Kartka z Pamiętnika
- No... może.
''Zapomniałam się zapytać o moją pozycję w drużynie. Brawo, Jul! Oby tak dalej! Na pewno zostaniesz w przyszłości kimś wielkim! Z taką pamięcią daleko znajdziesz!''
- Widziałam cię z trybun. Naprawdę, jesteś zwinna na miotle. Serio.
- Tak szybka jak Harry? - zażartowałam. Thea miała jakąś słabość na punkcie gadania o Harrym.
Złoty Chłopiec przeszedł obok nas spoglądając w stronę Thei lekko rozmarzonym wzrokiem. Moja przyjaciółka zato uśmiechnęła się jak ktoś kto przedawkował Amortencję.
- No... Ta-aa... to znaczy... o czym mówiłaś?
- Pięknie... Thea nam się zakochała... no, no, no...
- Nie zakochałam się! Ale... no... może... a ty też nie jesteś lepsza! A Draco?
- O nie. Nie odwracaj kota ogonem. - właściwie, to ja odwracałam kota ogonek. - Lubię Dracona. Tylko lubię. I tyle. Apropo, nie wiesz przypadkiem jakiego patronusa ma Draco?
- A skąd ci to... acha... - Thea zrobiła minę Trawley. - Smok oznacza dążenie do celu, a kot ostrzeżeniem przed fauszywością. Uważaj na ludzi.
- O czym ty...
- Sen o tobie.
- Ach... to wiele wyjaśnia. Wiesz, obydwie mamy świra. Ty na punkcie Wróżbiarstwa i Harrego, a ja na punkcie Eliksirów i...
- I...
- ... I rozwiązywania wszystkich problemów.
***
Dziś nie spałam. Nie mogłam. Myślałam. Czy to już obsesja, czy normalna reakcja na to co mnie spotkało? Zapytalabym sie kogoś. Ale kogo? Kto przeżył to samo co ja? Jak nad tym myslę, to chyba nikt. Jestem takim wyjątkiem. Wyjątkiem którego trzeba się pozbyć.
Thea wie już o moim planie. O zdjęciu, o patronusie, o mamie... jest moją przyjaciółką. Popiera mój pomysł z Zaklęciem Piliote. Jest naprawdę wielka. Nie wiem czy znajdę jeszcze kogoś takiego jak ona.
Jeśli tylko na chwilę zmróżę oczy, śnią mi się koszmary. Nie jestem w stanie ich zinterpretować. Widzę tylko białe i czarne błyski. Wiem, światło nie może być czarne. To po prostu nie do opisania. To trzeba zobaczyć. Czarny błysk wydaje się czarniejszy od... mroku... od nocy. To głupie... nie mam już co robić. Jestem świrnięta.
Obudziłam Theę i zaczęłam się ubierać. Potem wizyta w salonie Gryfonów i śniadanie.
''Dzisiaj Camila dojdzie do Hogwartu. Hm... z Theą chyba się zaprzyjaźni...''
- W ramach wymiany Francusko - Angielskiej, od dzisiaj będzie tu się uczyć Camila Redswan. Została przydzielona do Slytherinu. - mówił Dumbledor.
Camila już siedziała obok Dracona, nie zwracając uwagi na mordercze spojrzenie Pansy. Nagle nad stołami zaczęły latać sowy z listami, paczkami i pakunkami w szponach. Zanim pomyślałam ''Pewnie Filon znowu zgubił drogę'', moja sowa już siedziała mi na kolanach. Dostałam list od Green'ów.
Kochanie!
Wiemy o Hogsmeade i o incydencie na Elikskirach. To nie twoja wina. To był tylko przypadek. Trochę ćwiczeń i będziesz nad wszystkim panować.
Mamy nadzieje, że umiesz tyle samo co twoi koledzy i koleżanki, i że twoja moc nie przeszkadza ci w zawieraniu przyjaźni.
Przysyłamy ci trochę składników do eliksirów, bo teraz nie masz pewnie gdzie ich kupić. Podobno będzie można chodzić do Hogsmeade dopiero w drugim semestrze. Mamy też dla ciebie nową książkę o Quidditchu - ''Najlepsze Techniki Zawodowych Graczy'', jeszcze nie ma jej w księgarniach. Podobno dostałaś się do drużyny.
Trzymamy kciuki,
Rodzice
Kilka łez ześlizgnęło się z mojej twarzy i upadło na pergamin.
''... o niczym nie wiedzą. Nie wiedzą, że znam prawdę... nie wiedzą że jestem córką Lestrange'ów... są nieświadomi... nie mogą się o niczym dowiedzieć... żal mi ich...''
Zanim ktokolwiek zobaczył moje mokre policzki, starłam łzy z twarzy. Nienawidziłam płakać.
''Teraz nie mogę pozwolić sobię na łzy. Muszę być dzielna. Dzielna do końca tego przedstawienia. Jeśli się teraz rozkleję, równie dobrze mogę wziąść żypetkę i podciąć się w łazience. Jestem debilką...''
Uczniowie zaczęli rozmawiać, jeść i chodzić między stolikami. Camila wstała od stołu Ślizgonów i podeszła do mnie i do Thei.
- O, Juliet, część! Ile to lat było, 10? - Camila mrugnęła do mnie porozumiewawczo.
''Ma głowę na karku... gdyby wygadała skąd mnie zna, uczniowie zaczęliby coś podejrzewać, potem nauczyciele, i mogłaby wyjść afera. Wszystko powiem Thei wieczorem.
Więc Camila ma nie tylko ładną buźkę...''
- Około 10... Thea, poznaj Camilę. Camila, to Thea.
Dziewczyny podały sobie ręce a na ich twarzach zagościły usmiechy.
- Więc mamy Francusko-Angielsko-Ślizgonsko-Gryfońską przyjaźń. - powiedziała Thea.
- Mamy nowe Wielkie Trio Hogwartu. - powiedziała Camila.
''Przynajmniej tyle dobrego... może jakoś przeżyję pierwszy rok w Hogwarcie.''
Nagle za sobą usłyszałam piskliwy, dziewczęcy głos. Teraz na samo wspomnienie tego ohydnego sopranu chce mi się wymiotować.
Głos należał do Pansy Parkinson.
- Blondi, wiesz, to miło że przybyłaś do Hogwartu, ale to nie znaczy że musisz pchać swój tyłek na talerz Dracona. To ja tu gram główną rolę.
- Hej, hej, wiem że grasz w Operze Mydlanej. Mogłabyś kochanieńka usunąć swoją mordę z widoku, dzięki. - powiedziałam.
Pansy odwtóciła się do mnie.
- Och, widzę że rozmawiam z niewłaściwą osobą. Co masz do Smoka?
- Którego? Tego którego pokonałam w Hogsmeade, czy tego którego uratowałam przed smokiem?
Krew napłynęła jej do policzków.
Dzwonek zwiastujący Eliksiry zadzwonił.
- Masz szczęście. Jeszcze cię dorwę.
Pansy odeszła do Sali od Eliksirów.
- Czerwona jak świnia. - powiedziała Camila.
- Od dzisiaj to Świnia, nie? - powiedziała Thea
- Świnia. Diwa Mydlana. Sopran od Siedmiu Boleści. Do wyboru.
----------------------------------------------------------------
Mięso rzucone :).
Zrobię małą reklamę: przyjaciółka ma bloga HP. W wolnej chwili możecie wpaść. Fabuła się rozkręca :).
Scarlett Kalton - Kartka z Pamiętnika
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jesteś = skomentuj
Przyjmuję krytykę